KAWAŁKI BRANŻOWE

Jako, że jestem ogólnie za krzewieniem kultury w narodzie i twierdzę, że każdy z nas powinien chociaż rok przesiedzieć w szkole muzycznej (a choćby i w klasie instrumentów perkusyjnych), postanowiłem przedstawić prostej części populacji parę kawałów z branży.

Dla wszystkich nieuków:

-- Altówka to nie to samo, co trochę większe skrzypce.
-- Koncertmistrz to NIE jest jakiś tam pierdolony najlepszy skrzypek.
-- Basowy nie gra bynajmniej na gitarze basowej.
-- Filharmonia bynajmniej nie jest harmonią grającą polifonicznie.
-- I wiele innych rzeczy, których nie zrozumiecie...


Ale do rzeczy:

Wolny altowiolista, szybki altowiolista i Święty Mikołaj jadą w jednym przedziale, wagonem klasy drugiej, podmiejską linią PKP. Na środku przedziału leży czekoladowy zajączek. W pewnym momencie pociąg wjeżdża do tunelu... Dramatyczna cisza... I kto zje zajączka?

-- WOLNY ALTOWIOLISTA!!! Bo: szybki altowiolista i Święty Mikołaj to bajki!


Czym różni się altowiolista od nieboszczyka?

-- Nieboszczyk leży i jest nieszkodliwy.


Boisko sportowe. Basowy, altowiolista, koncertmistrz i dyrygent stoją na czterech jego rogach. Ktoś kładzie na środku milion złotych. Kto szybciej dobiegnie do pieniędzy -- zabiera je. No i kto tego dokonał?

-- ALTOWIOLISTA! Bo: -- Dyrygent nie przyjechał. -- Koncertmistrz nie pochyli się po milion. -- Basowy nie zrozumiał o co chodzi!


Czym różnią się pierwszy i drugi pulpit altowiolistów?

-- CAŁYM TONEM!


Pewien genialny kompozytor stworzył bardzo trudną uwerturę. Nikt oprócz niego samego nie potrafił jej poprowadzić. Tymczasem kompozytor poproszony został o wystawienie swojego dzieła w pewnej słynnej filharmonii. Godzinę przed koncertem kompozytor umarł. Panika, wszyscy biegają, organizator załamuje ręce.

Nagle z tłumu muzyków wyłania się pewien altowiolista. "Ja poprowadzę!" Organizator patrzy na niego ze zdziwieniem, ale nie ma wyjścia -- powierza prowadzenie koncertu śmiałemu ochotnikowi!

I SENSACJA -- altowiolista prowadzi koncert bezbłędnie! Tura trwa jeszcze dwa tygodnie, po czym genialny altowiolista powraca na swoje miejsce w pulpicie... Znajomy z krzesła obok (altowiolista) pyta:
-- Gdzieś ty się stary przez ostatnie dwa tygodnie podziewał?


Transatlantyk z orkiestrą na pokładzie zatonął! Tragedia! Tylko 3 altowiolistów zginęło!
Podczas przerwy, na próbie, altowiolista bije się z klarnecistą. Zamieszanie straszne, krzyk, łomot i krew. Rozdygotani muzycy wołają dyrygenta. Dyrygent próbuje przejąć kontrolę:

-- Panowie, co się tu dzieje?! Kto zaczął i dlaczego?!
-- Ten pajac -- krzyczy klarnecista -- połamał mi wszystkie ustniki i nie mogę dalej grać!!!
-- A ten skurwysyn -- krzyczy powstrzymując się od płaczu altowiolista -- rozstroił mi jedną strunę i nie chce powiedzieć którą!


Próba. Wielkiej sławy dyrygent, przygotowuje orkiestrę w zmienionym, nowym składzie. Po paru taktach dyrygent daje znak, aby przestać grać i zwraca się do grupy kontrabasów:

-- Panowie, proszę zagrajcie D.
-- Brrrrrrrrrrrrrr...
-- To teraz proszę o Fis.
-- Brrrrrrrrrrrrrr...
-- A teraz zagrajcie H.
-- Brrrrrrrrrrrrrr...
-- No to grajcie co chcecie.


Cóż, była to krótka próbka tego, jak bawią się i jak górnolotne i wysublimowane potrafią być żarty muzyczne. Gwoli wyjaśnienia, były to kawały opowiadane z reguły przez światek kontrabasistów (nad wyraz rozwinięty i jeden z prężniejszych światków muzycznych).

Na zakończenie niech wolno mi będzie przytoczyć jeszcze jeden żart, który choć nie związany ściśle z branżą muzyczną wywołał w niej wiele śmiechu i poruszenia:

Jak doprowadzić gospodynię szwajcarską dwa razy do krzyku:

-- Po pierwsze wsadzić jej w dupę,
-- Po drugie wytrzeć później o firankę.


I to by było na tyle...

Jamers