...poprzedni odcinek


WYPRAWA DO TEKSASU
ROZRYWKI

Teraz warto powiedzieć pewną rzecz, o której jeszcze nie wspominałem, a która warta jest wzmianki. Otóż w Tyler panuje prohibicja na alkohol. No, może nie taka totalna, ale prawie. W każdym razie w żadnym sklepie nie kupi się nawet najmniejszego piwka. Nic, zero! Jest to związane z kwestiami religijnymi. Otóż jak wiecie, całe Południe USA jest bardzo konserwatywne. W Teksasie główną religią jest Baptyzm. Baptyści są wielkimi ascetami. Nie piją, nie palą, nie tańczą. Dlatego wiele hrabstw w tzw. "Bible Belt" ("Pasie biblijnym" -- czyli w południowych stanach) to tak zwane "dry states", czyli "suche okręgi". Słowo "state" nie oznacza tu całego stanu -- do tego jeszcze nie doszło, ale najczęściej "county", czyli hrabstwo.

Właśnie całe nasze Smith County było "dry state". W sklepach alkoholu nie było. W knajpach był, ale raczej drogi, a poza tym co to za impreza w eleganckiej knajpie. Trzeba tu też wspomnieć, że w USA, a szczególnie na Południu (a w "dry state" to już w ogóle) bardzo rygorystycznie przestrzega się zasady, że kto nie ukończył 21 lat te nie może w żadnym wypadku nabyć alkoholu. Za złamanie tego prawa sprzedawca może iść na rok do więzienia i zapłacić kilka tysięcy zielonych, więc wszyscy się pilnują. Jeśli więc nawet chciałbyś kupić piwo w restauracji, a wyglądałbyś podejrzanie młodo, to zażądają od ciebie jakiegoś ID, czyli dokumentu tożsamości. W USA nie ma dowodów osobistych, w praktyce tę rolę spełnia prawo jazdy. Bez tego z pewnością nic ci nie sprzedadzą. Papierosy są w sprzedaży, ale absolutnie trzeba mieć 18 lat. Mnie to akurat wali, bo nie palę, ale np. Aśce nie chcieli sprzedać papierosów, gdyż nikt nie chciał jej uwierzyć, że skończyła już 18 lat, chociaż miała prawie 22. Swoją drogą ja na jej miejscu byłbym z tego zadowolony. A jeśli chodzi o typowe knajpy rozrywkowe -- bary z alkoholem, z bilardem, z lotkami, czy też dyskoteki, to najczęściej sprawdzają ID już przy wejściu. Mnie w czasie pobytu to ograniczenie jeszcze dotyczyło, gdyż 21 lat miałem skończyć dopiero w październiku. Kiedy więc Paul postanowił zabrać nas do baru na bilard, to na szczęście znał taki lokal, gdzie nie sprawdzają ID przy wejściu, ale ostrzegł mnie, żebym nawet nie próbował zamawiać piwa, żeby nie robić skandalu w knajpie, a jemu -- niezręcznej sytuacji.O tym, jaka pruderia panuje w Teksasie może świadczyć następujący fakt: gdy wybieraliśmy się do tego baru, to Baśka ubrała się (a właściwie już wcześniej miała to na sobie) w obcisłe, błyszczące spodnie z tworzywa sztucznego lycra i wypuszczoną na wierzch koszulę. Kiedy Paul po nas przyszedł i zobaczył jej strój stwierdził, że tak ubrana nie może iść do rozrywkowej knajpy, gdyż "zostanie wzięta za kogo innego" i może mieć niedwuznaczne propozycje. Poradził jej, żeby ubrała szorty do kolan. Co kraj, to obyczaj.

Knajpa -- typowy amerykański bar. Bilard, lotki, flipery, wrestling w TV. To ma swój nastrój. Nie kusiłem losu i kupiłem sobie Colę. Za to Paul nie żałował sobie. Wypił chyba ze 4 litry piwa. Pograliśmy sobie w pool'a, a potem spotkaliśmy przyjaciela Paula i siostrę tegoż przyjaciela, która studiuje w Austrii i akurat przyjechała na wakacje. Pogwarzyliśmy sobie o tym i o owym. Paul zawsze w rozmowach z nami był strasznie ciekaw komunistycznych czasów -- jak nas indoktrynowano, jaka była szkoła, czy było wojsko na ulicach itp. Kiedy wychodziliśmy z baru o północy, Paul ledwo chodził. Mieliśmy stracha wsiadać z nim do samochodu, ale nie mieliśmy innego wyjścia. Okazało się, że Paul znacznie lepiej jeździł niż chodził, a że miał dobry humor, więc zajechał do drive-through Taco Bella i kupił wszystkim borridos. Następnie zawiózł nas do swego domu.

Mogliśmy tam obejrzeć rewelacyjną kolekcję trofeów myśliws kich jego ojca. Jestem wrogiem polowań, ale przyznaję bez bicia, że to co tam zobaczyłem zrobiło na mnie wrażenie. Jeden pokój był przeznaczony wyłącznie na trofea. Wszystkie ściany były ozdobione głowami upolowanych zwierząt. Było ich ponad 40, w tym gigantyczny bawół afrykański, potężny łoś, renifer, różne jelenie, dzikie afrykańskie świnie, pełno antylop, w tym ogromny eland, gnu i inne, których nazw nie znam. Na podłodze jako dywanik służyła skóra lwa z głową i rozwartą paszczą, na szafie czaił się do skoku wypchany lampart, a odpocząć można było na stołeczku z nogi słonia. Był też gustowny dywanik ze skóry zebry i potężne, kołkowate zęby hipopotama, skóra krokodyla i cała masa pomniejszych trofeów, które pan Haberle przywiózł z wypraw do Afryki i Hiszpanii, oraz z Alaski. Paul wręcz tryskał humorem i opowiedział nam, jak to na wycieczce do Anglii zachciało mu się lać podczas zwiedzania Opactwa Westminster. Ponieważ nie mógł znaleźć WC, olał mury tysiącletniego gmachu. To wspomnienie wprawiło go w tak szampański na strój, że przez 3 minuty nie mógł nic mówić ze śmiechu. Potem zaprosił nas na obiad za trzy dni, gdyż chciał, żeby jego rodzice nas poznali. Na obiedzie u Haberle'ów znowu była niezła wyżerka -- potężne, grube steki z rusztu z pieczonymi ziemniakami oraz sałatka i jak zwykle bułka z masłem. Rodzice Paula byli bardzo mili i spędziliśmy wieczór słuchając myśliwskich gawęd pana Haberle. Scott nie chciał być dłużny i zaprosił nas na swój koszt (co w USA jest rzadkością) do meksykańskiej restauracji na obiad, co już wcześniej opisywałem. Potem poszliśmy do niego do domu na piwo.

Byliśmy też raz w kinie -- na filmie "True Lies", czyli "Prawdziwe kłamstwa" ze Schwarzenegerem. Miałem okazję to obejrzeć na 3 miesiące przed polską premierą. Bilety do kina są dość drogie. My byliśmy na tańszym seansie o 14.00, a i tak zapłaciliśmy po $3.75. W hallu kina w USA znajduje się punkt sprzedaży prażonej kukurydzy i napojów dla uprzyjemnienia oglądania filmu. Ponieważ każdy coś kupuje, więc kino robi na tym drugie tyle forsy, co na biletach. Tym bardziej, że nie wolno wnosić jedzenia z zewnątrz. Nawet fotele są do tego przystosowane -- w poręczach znajdują się wgłębienia, w które można wstawić kubki z napojami tak, żeby się nie powywracały. Kino było całe zapełnione i naprawdę nieźle się bawiliśmy na filmie.

Ja tu piszę cały czas o różnych rozrywkach, ale pamiętajcie, że byłem tam uczyć się. W związku z tym każdego dnia miałem do przeczytania kilkadziesiąt stron tekstów, często trzeba było robić prace pisemne, przygotowywać się do dyskusji itp.


KOMPUTERY

Przeciętny dzień wyglądał tak -- rano śniadanie. O 9.10 na kurs. O 11.40 kurs się kończył i zazwyczaj szedłem do sali z terminalami jednego z dużych komputerów uniwersyteckich, gdzie przez jakąś godzinę, czy dwie bawiłem się na Internecie. Najczęściej telnetowałem się we Wrocławiu i rozmawiałem z ludźmi w Polsce za pomocą polecenia "phone", bądź słałem listy do znajomych.

Warto powiedzieć o tym, jaki sprzęt miał uniwersytet. Otóż miał wszystko. W salach służących do pisania w trybie tekstowym stały sobie wiekowe PC XT-ki, w salach do prac pod Windows w programach takich, jak edytory tekstu, czy arkusze kalkulacyjne, były porządne 486 DX z 8 MB pamięci i drukarkami atramentowymi, a w salach sieciowych zwykłe terminale. W tej salce, do której ja chodziłem siedziałem przy termianalu, z lewej strony miałem XT-ki, z prawej jakiegoś potężnego serwera IBM (nie mylić z PC-tem), a za sobą i przed sobą komputery 486 ze świetnymi, wielkimi monitorami 17". Wydziały związane z komputerami są w Tyler opanowane w 99% przez Hindusów. Jedyny Biały, jakiego tam regularnie spotykałem nazywał się zaś Dan Stanicki. Nie mówił niestety po polsku, ale był całkiem miły. Fajne komputery były też w bibliotece uniwersytetu. Jest to potężny gmach, gdzie na każdym kroku do użytku studentów mamy końcówki wielkiej bazy danych, w której momentalnie możemy wyszukać interesujące nas książki według autora, tytułu, tematu, roku wydania itp. Oczywiście w wyszukiwaniu można stosować tzw. jokery i złożone warunki logiczne. Kiedy np. poszukujemy książek związanych z tematem "gwiazdy", to po otrzymaniu ich listy system proponuje nam, abyśmy również przejrzeli pozycje związane z planetami, galaktykami, kometami, kwazarami, pulsarami i tak dalej, lista jest długa i w każdej chwili możemy przeprowadzić wyszukiwanie według któregoś z zaproponowanych kluczy. Po wypisaniu listy skróconych informacji o książkach, możemy zażądać szcze gółowych informacji o tym, czy są one aktualnie dostępne w bibliotece, jeśli są wypożyczone, to kiedy będą wolne. Jeśli potrzebnej nam książki nie ma w Tyler, to możemy przeszukać katalogi innych bibliotek i jeśli znajdziemy coś ciekawego w innej bibliotece w Teksasie, np. w Austin, w Dallas, czy w Houston, to biblioteka w Tyler sprowadzi nam to w 3 dni. Jeśli gdzieś poza Teksasem, to termin jest około 7 dni, ale gdy złożymy zamówienie, to na pewno dostaniemy to, co chcieliśmy. Jest też połączenie z bazą danych o wszystkich artykułach wydanych w ostatnich 40 latach w dziesiątkach czasopism politycznych i naukowych. Tu też możemy według tematu wyszukać interesujące nas artykuły, przeczytać ich streszczenie i znaleźć odnośniki do baz danych, skąd można ściągnąć całą treść artykułu i ją sobie wydrukować. Jest też kilka komputerów z CD-ROMami, przy których mamy całą furę różnorakich encyklopedii, atlasów, słowników i innych ciekawych programów na CD-ROM. Każdą wyszukaną informację możemy od razu wydrukować.

następny odcinek...