...poprzedni odcinek


WYPRAWA DO TEKSASU
WNIEBOWZIĘCI

W środę 6 lipca o 2.30 Sławek ze swoim ojcem (ktoś musi odprowadzić samochód z powrotem do Jeleniej Góry) pojawia się pod moim domem. Żegnam się z rodzicami i moja wyprawa się zaczyna.

W Warszawie byliśmy o 8.30, a samolot odlatuje o 12.50, więc jest trochę czasu, żeby sobie pospacerować. Akurat tego dnia o 17.00 przylatuje z wizytą prezydent Clinton, więc w stolicy jest trochę zamieszania. Koło ambasady amerykańskiej banda uzbrojonych komandosów. Koło Sejmu, który ma odwiedzić Clinton -- mrowie policji, wojska i eleganckich panów w białych koszulach, czarnych garniturach i w czarnych okularach. W Łazienkach, gdzie prezydent ma zamiar sobie pobiegać -- to samo, ale do tego jeszcze malowanie trawy na zielono.

Jedziemy na lotnisko. Spotykamy dziewczyny. Kontrola paszportów. Nadanie bagaży. W końcu wchodzimy "rękawem" do samolotu. Był to mój pierwszy lot, więc gdy wkroczyłem do rękawa i poczułem drżenie od silników samolotu, to przeszedł przeze mnie dre szczyk emocji. Nasz samolot to DC-10. Usadowiliśmy się i czekamy. Przed odlotem stewardessy instruują pasażerów, co robić w przypadku kłopotów -- wodowania, dekompresji kabiny itp. Później poinformowano nas, że w czasie lotu będziemy mogli obejrzeć film pt. "Fatalne szczęście" (sic!). Nie ma co, załoga dba o odpowiednie samopoczucie pasażerów i o to, by czuli się bezpiecznie. Samolot odleciał z opóźnieniem (1 godzina).

Lot samolotem to naprawdę wspaniała rzecz -- w momencie startu silniki mają taką moc, że wszystko wewnątrz samolotu się trzęsie. Widoki z okna są niesamowite -- zaraz po starcie widać całe miasto, a potem leci się wysoko nad chmurami i widać piękne kształty, które tworzą, lub -- jeśli nie ma chmur -- widać ląd, czy też ocean. Chmury oświ etlone jaskrawym słońcem są przepiękne i śnieżnobiałe. Wyglądają jak zwały śniegu, przybierają kształty gór, dolin, czegoś w rodzaju drzew i wszystkiego, co można sobie wyobrazić. Cudowne. Podczas naszej podróży lecieliśmy na wysokości 11 kilometrów ze średnią prędkością 850 km/h, ale przy wznoszeniu i lądowaniu samolot osiąga nawet 970 km/h. Kiedy już ustabilizuje się wysokość, wcale nie czuć, że się leci tak szybko. Tak właściwie to jakiekolwiek przeciążenia dają się odczuć tylko przy starcie i przy lądowaniu.

W naszym samolocie lecieli głównie starsi ludzie, przeważnie Polonusi ze Stanów Zjednoczonych. Pewnie w związku ze średnim wiekiem pasażerów i stewardessy miały gdzieś tak pod 90-kę. No, może trochę przesadzam, ale pod 40-kę to na pewno. Przed na mi siedziało małżeństwo górali z Nowego Jorku, którzy po raz pierwszy od 40 lat byli w odwiedzinach w Polsce, na Podhalu. Byli zachwyceni swoimi górami, Podhalem i całą wycieczką. Podczas podróży dostaliśmy 2 duże posiłki (ale lekkostrawne), a poza tym cały czas roznoszono drinki i napoje. Z głodu nie umarliśmy. Filmu "Fatalne szczęście" nie mieliśmy okazji obejrzeć, bo niestety (a może na szczęście) popsuł się magnetowid. Przez całą podróż można było jednak słuchać muzyki. Każdy dostał takie śmieszne plastykowe słuchawki, które należało podłączyć do gniazdka w poręczy fotela. Kiedy przyłożyłem ucho do tegoż gniazdka, usłyszałem -- ku mojemu zdumieniu -- dobywającą się zeń muzykę. Co jest -- myślę -- czy te słuchawki są jakieś pneumatyczne. A właśnie tak! W samolotach nie wolno korzystać z żadnych urządzeń, emitujących pole magnetyczne, więc i słuchawki muszą być pneumatyczne. Od owego gniazdka dźwięk jest przenoszony do ucha za pomocą drgań plastykowych przewodów słuchawek. Jeśli złapie się za kabel w połowie, uniemożliwiając przenoszenie drgań, to dźwięk zaniknie. No, ale to była tylko taka dygresja człowieka, który pierwszy raz leci samolotem i wszystko naokoło go dziwi. Myślę jednak, że sporo z was również nigdy nie leciało samolotem i również dla was taki lot byłby sporym przeżyciem i kryłby wiele rzeczy, do których dopiero trzeba przywyknąć. Po 6 lotach, które odbyłem w czasie wyprawy do Teksasu, poruszam się już swobodnie po tych wszystkich terminalach, gate'ach, odprawach i innych rzeczach związanych z podróżowaniem samolotem. Gdy leci się pierwszy raz, to jest się nieco przytłoczonym ogromem, zgiełkiem i pośpiechem, który panuje na lotniskach w takich miastach, jak Nowy Jork, czy Dallas. Wszystko jest tak wielkie i dzieje się tak szybko, że człowieczek z prowincjonalnego miasta na krańcach Polski czuje się w pierwszej chwili zagubiony. Potem jednak jest wszystko w porządku. Do wszystkiego bardzo szybko można się przyzwyczaić i czuć się na lotnisku jak na dworcu PKP.

następny odcinek...