SCYKLU (*) "TRYPTYK DYREKTORSKI": TŁUMACZ

Zatrudnienie tłumacza mocno zbulwersowało naszą załogę. Przebąkiwało się o przeroście administracji, o działaniach niezgodnych z reformą, o braku środków itp.

Z punktu widzenia potrzeb zakładu tłumacz był osobnikiem najzupełniej zbędnym. Poza tym w ogóle nie znał żadnych języków. Na czym miała polegać jego rola dowiedzieliśmy się na pierwszym w tym roku zebraniu pracowniczym.

Tłumacz zasiadł skromnie obok dyrektora i przybrał skupiony wyraz twarzy.

-- W aktualnym czasookresie -- zaczął dyrektor -- na odcinku przedsięwzięć produkcyjno-inwestycyjnych zaznaczyły się pewne określone i niezbyt korzystne tendencje o konkretnym odniesieniu wskaźnikowym spowodowane obiektywnymi...

-- Dyrektor mówi, że jest niedobrze -- powiedział tłumacz.

-- Tym niemniej szeroki wachlarz podejmowanych działań mobilizujących może pozytywnie wpłynąć na zakres przemian w dziedzinie naszego aktywnego wkładu w całokształt życia gospodarczego -- ciągnął dyrektor.

-- Mówi, że będzie lepiej -- wyjaśnił tłumacz.

-- Podjęte działania wymagać będą aktywniejszego niż dotychczas włączania się kolektywu pracowniczego w proces głębokich przemian jakościowych i ilościowych na terenie zakładu, a także akceptacji zmienionych uwarunkowań funkcjonowania procesów ekonomicznych...

-- Mówi, że trzeba więcej pracować -- powiedział tłumacz po chwili zastanowienia. Dyrektor spojrzał na niego z wdzięcznością.

-- Realizacja pakietu tych zamierzeń w kontekście szerokiego wachlarza przedstawionych tu zagadnień jest dla nas sprawą niezwykle istotną, gdyż rozległy nurt obiektywnych, a także subiektywnych celów, wynikających niekiedy z podejścia do zjawisk musi stać się udziałem każdego pracownika...

-- Chrzani -- wyjaśnił tłumacz zwięźle. Po tym zebraniu przestaliśmy sarkać. Tłumacz to naprawdę piękny i potrzebny zawód.

>>PODPIS<<

(*) -- pisownia błędna zastosowana świadomie (przyp. D-U)