* W bardzo gorące popołudnie wódz Mężny Koc i jego żona podróżowali
przez prerię rozklekotanym starym pociągiem. Wódz rozkazał swojej squaw,
żeby przyniosła mu trochę wody do picia. Ta poczłapała korytarzem pociągu
i wkrótce wróciła z pełnym kubkiem wody. Wypiwszy ją szybko, wódz polecił:
-- Jeszcze! -- i żona znów poszła w głąb chwiejącego się korytarza. Wypił
drugi kubek i jeszcze raz zażądał:
-- Jeszcze! Squaw ponownie odbyła swą wyprawę do źródła wody, ale natychmiast
wróciła z pustym kubkiem.
-- Gdzie być woda? -- zapytał wódz.
-- Blada twarz siedzieć na studni.
* Tonto i Samotny Włóczykij byli otoczeni przez 2,000 żądnych krwi wojowników
Czejenów. Zamaskowany człowiek zwrócił się do swego wiernego indiańskiego
towarzysza i powiedział:
-- Mamy kłopoty, Tonto. Tonto odpowiedział:
-- Chciałeś powiedzieć, że ty masz kłopoty, biały człowieku.
* Z każdym razem, gdy major kawalerii Stanów Zjednoczonych przejeżdżał
przez wioskę Paunisów, machał do sędziwego wodza. W odpowiedzi stary człowiek
dawał mu znak ręką, z kciukiem uniesionym normalnie ku górze, a potem przekręcał
rękę tak, że ten sam palec sterczał poziomo. Po kilku tygodniach major
nie mógł już tego znieść. Podjechał do wodza i spytał:
-- Dobra, wiem, co to znaczy, kiedy wznosisz kciuk do góry, ale co to znaczy,
kiedy trzymasz go poziomo?
-- Twój koń też mi się nie podoba! -- odmruknął wódz.
* Irokeski chłopiec: "Tato, dlaczego ja nie nazywać się Tom albo
Jim albo Fred, jak biały człowiek?"
Ojciec: "Indiański chłopiec nazywać się jak ostatnia rzecz, widziana
przed momentem poczęcia -- Płynąca Woda, Stojący Niedźwiedź, coś w tym
rodzaju. Dlaczego ty pytać, Pęknięta Gumko?"
* W Arizonie producent filmowy zatrudnił wodza indian Hopi do przewidywania
pogody, aby w ten sposób zaoszczędzić pieniądze, nie planując żadnego strzelania
w dniach, na które Indianin przepowie deszczową pogodę. Koszt był wysoki,
ale warty zapłacenia. I przez dwa tygodnie to skutkowało. Kiedy wódz powiedział,
że będzie padać -- rzeczywiście padało. Kiedy powiedział, że będzie pogodnie
-- było pogodnie. Ale nagle pewnego dnia czerwonoskóry nie przedstawił
swojej przepowiedni. Producent odwiedził Indianina.
-- Zrobiłeś dla nas świetną robotę, przepowiadając pogodę bezbłędnie. Dlaczego
akurat dzisiaj nie możesz nam powiedzieć, jaka będzie pogoda?
-- Radio się popsuć. -- wyjaśnił wódz.
* Pewnego dnia dwaj Czarni kupili wspólnie zegarek. Zegarek chodził
źle i jeden z nich rozebrał go na kawałki, znajdując wewnątrz martwą muchę.
-- Nie ma wątpliwości, że zegarek by nie chodził. -- powiedział -- Operator
być martwy.
* Zawsze, kiedy Wash Jones idzie do ekskluzywnej restauracji, prosi o miskę z wodą do mycia rąk, żeby mógł umyć łyżeczkę, zanim ją ukradnie.
* -- Psze pana, czy mogę dostać wolne wieczorem, żeby pójść do loży.
To ważne, bo ja być Najwyższy Król.
-- Co! Wstąpiłeś do loży zaledwie dwa tygodnie temu i chcesz mi wmówić,
że już zostałeś Najwyższym Królem?
-- Tak, psze pana. Widzi pan, w naszej loży Najwyższy Król być najniższa
funkcja, jaka tam być.
* Pracodawca: "Ossie, czy byłeś na spotkaniu swojej loży wczoraj
wieczorem?"
Ossie: "Nie, psze pana. My nie musieć przyjść na nie."
Pracodawca: "Jak to?"
Ossie: "Wielki Wszechmocny Niezwyciężony Najpotężniejszy z Potężnych
Niepokonany Mistrz być pobity przez jego żona."
* Jackson skakał w górę i w dół na pokrywie kanału na ulicy w Detroit,
wykrzykując:
-- Trzydzieści dziewięć! Trzydzieści dziewięć! Trzydzieści dziewięć! Ulicą
przechodził Kowalski
-- Co ty robić? -- zapytał.
-- Hej, facet -- powiedział Czarny -- ty trochę poskacz.
Kowalski zaczął podskakiwać w górę i w dół na pokrywie kanału. Nagle czarny
wyszarpnął pokrywę i Polaczek wpadł do ścieku. Jackson wstawił pokrywę
z powrotem i skacząc w górę i w dół zaczął krzyczeć:
-- Czterdzieści! Czterdzieści! Czterdzieści!
Walters wszedł do chińskiej restauracji i zobaczył czarnego kelnera.
Zaskoczony spytał, co jest specjalnością lokalu.
-- Pizza. -- powiedział czarny kelner.
-- Pizza! -- wykrzyknął klient -- W chińskiej restauracji?
-- A co ja poradzę! -- powiedział kelner -- To jest żydowska dzielnica.
Wilk morski Clanford był wypytywany przez francuskiego żeglarza, dlaczego
Brytyjska Marynarka Wojenna zawsze była zwycięska.
-- Łatwo na to odpowiedzieć -- odpowiedział Brytyjczyk -- zawsze modlimy
się, zanim zaczniemy walczyć.
-- Ale my też to robimy -- odparł Francuz.
-- Tak -- powiedział żeglarz -- ale my modlimy się po angielsku.
* -- Wy Anglicy jesteście po prostu zbyt powściągliwi -- powiedział
Amerykanin.
-- Nonsens. -- powiedział Anglik -- Wiosłowałem w drużynie Cambridge kilka
lat temu i znałem wszystkich innych kumpli bardzo dobrze -- to znaczy wszystkich
oprócz jednego, ale on był daleko na dziobie łodzi.
* Kiedy naga Lady Godiva wróciła ze swej słynnej przejażdżki przez Coventry,
spotkał ją jej mąż.
-- Gdzie byłaś? -- zapytał.
-- Wiesz doskonale. -- odpowiedziała Godiva -- Jeździłam całkiem naga po
ulicach aby zawstydzić cię i abyś zmniejszył te swoje straszliwe podatki.
-- Wiem, ale ten twój pieprzony koń wrócił już dwie godziny temu.
* Sir Reginald, kiedy jechał w Nowym Jorku taksówką, dostał od kierowcy
zadanie, by rozwiązać zagadkę:
-- Ta osoba, o której myślę, ma tego samego ojca, co ja i tę samą matkę,
co ja, ale to nie jest moja siostra i nie jest to mój brat. Kto to jest?
Brytyjczyk myślał przez chwilę i poddał się.
-- To ja -- powiedział mu taksówkarz.
-- O cholera, to świetne! Muszę tego spróbować na kumplach w moim klubie!
Miesiąc później siedział w Londynie ze swymi kumplami paląc cygara. Zadał
im zagadkę:
-- Panowie, ten osobnik, którego mam na myśli to nie mój brat i nie moja
siostra, ale ta osoba ma tych samych rodziców, co ja. Kto to jest?
Po kilku minutach wytężonego myślenia wszyscy członkowie klubu uznali się
za pokonanych.
-- Kto to jest? -- dopytywał się jeden z nich. -- Dalej, Reggie, daj nam
odpowiedź.
Reggie uderzył ręką w kolano triumfalnie.
-- To kierowca taksówki z Nowego Jorku! -- wykrzyknął.
* -- Sir Charles -- zapytał lord Whiterspoon -- czy słyszał pan ten
kawał o egipskim przewodniku, który pokazał turystom dwie czaszki Kleopatry,
jedną gdy była dziewczynką i jedną gdy była kobietą?
-- Nie, nie słyszałem. Niech pan go opowie. -- odparł Sir Charles.
* Sir Reginald Farthington był sądzony przed naczelnym sądem Australii
za przestępstwo w postaci molestowania strusia.
-- Zanim ogłoszę wyrok -- rzekł sędzia -- czy oskarżony ma coś do powiedzenia?
-- Wysoki Sądzie -- powiedział Anglik -- gdybym wiedział, że będziecie
robić o to tyle zamieszania, to bym poślubił tego cholernego ptaka.
* Sir Henry znudzony życiem na angielskiej wsi, odwiedził francuski
salon rozkoszy. W odpowiedzi na prośbę Sir Henry'ego o coś niezwykłego,
Madame zasugerowała:
-- Mogę panu dać Hott Tung, chiński specjał.
-- Nie. -- odpowiedziała jego lordowska mość -- Już to miałem.
-- A może -- spytała Madame -- chciałby pan coś wybrać z naszej grupy z
Czarnej Afryki?
-- To też już miałem. -- ziewnął Sir Henry. -- Tak naprawdę to dreszczykiem,
którego jeszcze nie próbowałem byłaby mała, milutka dziewczynka, mniej
więcej ośmioletnia.
-- To straszne! -- wykrzyknęła Madame. -- Ten pomysł jest przestępczy.
Wezwę policjanta.
-- Nie, niech pani tego nie robi. -- powiedział Anglik. -- Już to miałem!
* Podczas I Wojny Światowej kapitan RAF-u Bansby zestrzelił niemieckiego
asa, Barona von Ribsteina nad angielskim terytorium. Następnego dnia Bainsby
odwiedził Barona w szpitalu.
-- Brachu -- powiedział Brytyjczyk -- czy jest coś, co mogę dla ciebie
zrobić?
-- Tak. -- odpowiedział von Ribstein -- Mają mi amputować prawą rękę. Czy
mógłbyś zrzucić ją nad Niemcami?
-- Kapitan Bainsby zrobił to, o co był proszony i tydzień później powrócił
z wizytą.
-- Mój przyjacielu -- powiedział Baron -- odejmują mi moją prawą nogę.
Czy mógłbyś zrzucić ją nad Ojczyzną?
Bainsby spełnił prośbę i powrócił, by jeszcze raz zobaczyć się ze swym
śmiertelnym powietrznym przeciwnikiem.
-- Kapitanie -- rzekł von Ribstein -- zamierzają usunąć moją lewą nogę.
Czy mógłbym jeszcze raz prosić cię o zrzucenie jej za niemiecką granicą?
-- Oczywiście, stary przyjacielu -- odparł Bainby -- ale powiedz, ty chyba
nie próbujesz stąd uciec, nieprawdaż?
* Starszy Anglik siedział cicho w jego londyńskim klubie kiedy stary
przyjaciel nadszedł i powiedział:
-- Przykro mi, stary, że musiałeś wczoraj pochować swoją żonę.
-- Musiałem. -- odpowiedział drugi -- Umarła, wiesz.
Turysta w Nome na Alasce widząc pierwszych Eskimosów w życiu, zauważył
miejscową matkę z jasnowłosym, niebieskookim dzieckiem przymocowanym na
jej plecach i zapytał:
-- Czy twoje dziecko jest pełnokrwistym Eskimosem?
-- Pół. -- odparła kobieta.
-- Pół Irlandczyk? Pół Szkot? Pół co? -- zapytał gość.
-- Pół Straż Przybrzeżna. -- powiedziała matka.
* Trzech badaczy wędrowało przez tundrę, aż wreszcie przyszli do eskimoskiej
wioski, gdzie -- prawie zamarznięci na śmierć -- zostali zabranie do igloo
wodza. Siedzieli skuleni w rogu, kiedy wszedł wódz i wręczył im mały, cienki
kocyk.
-- Co nam może dać ten mały kocyk? -- spytał jeden z nich.
-- Możecie go potrzebować. -- powiedział wódz -- W nocy robi się trochę
zimno.
Mrs. Flabeau krzyczała na swego męża:
-- Pierre! Masz panienkę!
-- Ależ nie, kochanie, nie mam panienki.
-- Nie okłamuj mnie, Pierre. To już trzeci raz w tym tygodniu, kiedy umyłeś
nogi.
* Armand, którego narzeczona była widziana z jego przyjacielem Louisem,
wysłał Louisowi list, wzywający go, aby pojawił się na pojedynku, by Armand
mógł pomścić swój stracony honor. Louis odpowiedział liścikiem:
"Drogi Armandzie, otrzymałem kopię Twego listu otwartego i będę obecny
na zebraniu."
* Człowiek wziął taksówkę do pałacu premiera, gdzie poprosił kierowcę,
by ten na niego zaczekał. Kierowca odmówił, twierdząc, że nie ma czasu.
-- Ależ niech pan na mnie zaczeka. -- powiedział pasażer -- Jestem nowym
premierem.
-- W takim razie -- odparł kierowca -- zaczekam. Nie będzie tam pan zbyt
długo.
* Francuz ze wsi był sądzony za zabicie swej żony, kiedy znalazł ją
z sąsiadem. Gdy zapytano go, dlaczego zastrzelił ją zamiast jaj kochanka,
odpowiedział:
-- Ach monsieur, czy nie lepiej zastrzelić kobietę raz niż ciągle innego
mężczyznę każdego tygodnia.
Helga i Inga rozmawiały.
-- Spotykam się dzisiaj z Kurtem Wolfschmidtem. -- wyznała Helga.
-- On jest zwierzęciem! -- ostrzegała Inga -- Zedrze z ciebie suknię.
-- Dziękuję, że mi powiedziałaś. -- odpowiedziała jej przyjaciółka -- Założę
starą sukienkę.
* Podczas pierwszych lat II Wojny Światowej, gdy Hitler przygotowywał
się, aby prowadzić jedną ze swych armii w bój, jego ordynans powiedział
mu:
-- Kiedykolwiek Napoleon dowodził swymi ludźmi w bitwie, zawsze nosił czerwony
mundur. W ten sposób nigdy nie było widać, jeśli był ranny i krwawił. -
- Szybko -- rozkazał Fuhrer -- idź i przynieś moje brązowe spodnie.
Jak się robi węgierski omlet? Najpierw ukradnij dwa jajka...
* Jak się nazywa Cygan, który nie kłamie, nie oszukuje i nie kradnie?
Trup.
Gallagher i McCroy, którzy nigdy specjalnie nie przepadali za pracą,
przechadzali się po ulicy w Donegal i znaleźli gazetę. Nagłówek głosił:
"CZŁOWIEK POSZUKIWANY W DUBLINIE W ZWIĄZKU ZE ZBROJNĄ GRABIEŻĄ".
-- Gdyby tak ta robota była w Donegal -- powiedział Gallagher -- wziąłbym
ją z miejsca.
* Pat, co dostałeś na urodziny?
-- Lornetkę teatralną.
-- Czy jest z niej jakiś pożytek?
-- Dobra. Widzisz ten kościół tam, około milę stąd? No więc ta lornetka
tak go przybliża, że słychać, jak grają organy.
* -- Mówisz, że Shaunessy dostał rozdwojenia jaźni?
-- Tak. Jego jedna osobowość lubi szkocką, żytniówkę, whiskey, gin i precelki.
-- No, no...
-- A jest jeszcze jego druga osobowość, która nie lubi precelków.
* Fogarty zaczął regularnie zachodzić do baru Barney'a i zamówienie
było zawsze takie samo -- dwie whiskey. Po kilku tygodniach Barney zapytał
go, dlaczego nie zamawiał zamiast tego jednej podwójnej whiskey.
-- To sentymentalna sprawa. -- powiedział Fogarty -- Mój bardzo drogi przyjaciel
zmarł kilka tygodni temu i przed śmiercią poprosił mnie, że kiedy piję,
żebym miał też jednego dla niego.
Tydzień później Fogarty przyszedł i zamówił jedną whiskey.
-- Co z twoim zmarłym kumplem? Dlaczego dzisiaj tylko jedna whiskey?
-- To jest drink mojego kumpla. -- nadeszła odpowiedź -- Ja jestem samochodem.
* Sean przeszedł zataczając się przez korytarz urzędu. Spojrzał uważnie
na litery na szklanych drzwiach i -- ze zwężonymi oczami -- pociągnął za
klamkę i wszedł do wnętrza.
-- Czy to jeszt Sztowarzyszenie Anonimowych Alkoholików? -- wyseplenił.
-- Tak, proszę pana! Czy chce się pan przyłączyć?
-- Nie -- żreżygnować.
* Denny opróżnił szklankę przy barze i powiedział do swego przyjaciela:
-- Paddy, powiedz mi, gdzie zostawiłem swój płaszcz?
-- Jasne, masz go na sobie. -- powiedział Paddy.
-- Ach, to dobrze, że mi powiedziałeś, bo inaczej poszedłbym do domu bez
niego.
* -- Dobra, McQuinnlan -- powiedział sędzia -- zostałeś tutaj przyprowadzony
w związku z piciem!
-- Cóż, Wysoki Sądzie. -- powiedział McQuinnlan -- To na co czekamy? Zaczynajmy!
* O'Malley wyczłapał z saloonu, wszedł do kościoła prezbiteriańskiego,
który pomylił z katolicką katedrą i zasnął. Niedługo potem obudził go kościelny
i powiedział mu, że już zamykają kościół.
-- Katedry się nie zamyka. -- powiedział O'Malley.
-- To nie jest katedra. -- powiedział kościelny -- To jest kościół prezbiteriański.
O'Malley rozejrzał się wokoło i zobaczył witraże ze Św. Łukaszem, Św. Markiem
i Św. Tomaszem.
-- A od kiedy to -- zapytał Irlandczyk -- Święci zostali Prezbiterianami.
* Matka Przełożona żeńskiego klasztoru przeprowadzała rozmowę z trzema
dziewczętami, opuszczającymi właśnie przyklasztorną szkołę średnią.
-- No, Margaret -- zapytała pierwszą z nich -- co będziesz robiła, kiedy
nas opuścisz?
-- Och, Matko. -- odparła dziewczyna -- Zamierzam zostać tutaj i wstąpić
do klasztoru!
-- Niech cię Bóg błogosławi. -- powiedziała zakonnica -- A ty, Katherine,
jakie masz plany?
-- Och, odpowiedziała dziewczyna. -- Zamierzam kontynuować naukę, by zdobyć
dobre katolickie wykształcenie i potem uczyć dzieci w szkole parafialnej.
-- Cudownie. -- rzekła zakonnica -- A co ty zrobisz, Eileen?
-- Zostanę prostytutką. -- odrzekła dziewczyna.
Matka Przełożona wrzasnęła i padła zemdlona na podłogę. Szybko została
ocucona i wykrztusiła:
-- Eileen, powiedz to jeszcze raz.
-- Zostanę prostytutką! -- powiedziała dziewczyna.
-- Och, Święci miejcie nas w swej opiece! -- rzekła zakonnica, przeżegnawszy
się szybko -- Myślałam, że powiedziałaś "Protestantką"!
Dalton robił porządki w szufladzie biurka w swoim pokoju, gdy znalazł
kwit na buty, które zostawił do naprawy ponad dwadzieścia lat temu. Dla
kawału poszedł jeszcze raz do warsztatu Banziniego i pokazał kwit właścicielowi.
-- Wiem, że to ponad dwadzieścia lat -- powiedział -- ale może będzie pan
w stanie je odnaleźć. Stary Włoch wziął kwit, poszedł na zaplecze warsztatu
i wrócił po kilku minutach.
-- W porządku, proszę pana. -- powiedział Banzini -- Mam te buty. Proszę
przyjść we czwartek, one być gotowe na godzinę czwartą.
* Fabrini i Giampa spędzali czas nad swoimi kanapkami na lunch.
-- Hej! -- powiedział Fabrini -- Czy wiesz, że Michałowi Aniołowi zabrało
ponad dwadzieścia lat, żeby pomalować kopułę Kaplicy Sykstyńskiej?
-- Tak? -- rzekł Giampa -- Cóż, zrobiłby to dużo szybciej, gdyby sobie
kupił wałek do malowania!
* Jaka jest różnica pomiędzy włoską teściową, a słoniem?
Około dziesięć kilogramów.
* Jak na włoskim weselu można odróżnić członków Mafii od muzyków?
Muzycy to ci bez futerałów na skrzypce.
* Eagan i Johansen stali na rogu ulicy.
-- Nie znoszę Włochów. -- powiedział Eagan -- Nienawidzę ich! Wywraca mi
się żołądek, gdy o nich pomyślę!
Właśnie wtedy kataryniarz ze swoją małpką przechodził obok. Wściekły Irlandczyk
dał małpie dwadzieścia pięć centów.
-- Dlaczego to zrobiłeś? -- zapytał Johansen -- Myślałem, że nienawidzisz
Włochów.
-- To prawda -- powiedział Eagan -- ale oni są tacy milutcy, kiedy są mali!
* Jako eksperyment, dwóch naukowców postanowiło skrzyżować mężczyznę
z gorylicą. Uznali, że tylko ktoś naprawdę głupi mógłby podjąć się czegoś
takiego. Poszli zatem do doków i złapali Fanelliego, który właśnie wysiadł
z łodzi.
-- Damy ci pięć tysięcy dolarów jeśli pójdziesz do łóżka z gorylicą! --
zaproponował jeden z naukowców -- Zrobisz to?
-- Dobrze, ja to zrobić! -- zgodził się Fanelli -- Ale pod trzema warunkami!
-- Jakie to warunki? -- zapytali ludzie nauki.
-- Po pierwsze, ja zrobić to tylko raz! -- powiedział Włoch.
Po drugie -- nikt nie móc patrzeć.
I po trzecie -- jeśli urodzić się dziecko, ono musieć być wychowane po
katolicku!
Pewnego razu w Japonii został ogłoszony wielki turniej aby wybrać najlepszego
wojownika na miecze spośród samurajów. Po wyczerpujących eliminacjach pozostało
trzech finalistów. Każdemu dano małe pudełko z muchą w środku.
Pierwszy wojownik uwolnił muchę, a potem przeciął ją dokładnie na pół w
powietrzu.
Drugi był jeszcze zręczniejszy, szatkując swoją muchę na ćwiartki dwoma
błyskawicznymi cięciami jego ostrego miecza.
Wtedy przyszła kolej na trzeciego samuraja. Uwolnił muchę, zakręcił swym
mieczem, ale mucha ciągle latała.
-- Ach! -- powiedział sędzia -- Twoja mucha uciekła nietknięta.
-- On ciągle lata -- zareplikował dumny wojownik -- ale już nigdy więcej
nie będzie się rozmnażał.
Manny spotkał Arnolda, starego przyjaciela, który niestety strasznie
się jąkał.
-- Gdzie byłeś, Arnold? -- zapytał Manny.
-- Wła-wła-właśnie by-by-byłem w spra-spra-sprawie p-p-pracy w ra-radiu
ja-ja-jako spi-spi-spiker. -- wyjąkał Arnold.
-- Jak ci poszło? -- spytał Manny.
-- Świe-świetnie -- powiedział Arnold -- a-a-ale o-oni nie-nie-nie za-zatrudniają
Ży-ży-żydów.
* Dwóch ludzi spaceruje po mieście. Pierwszy mówi:
-- Nigdy wcześniej nie widziałem tak dużo chińskich restauracji położonych
koło siebie!
-- Nic dziwnego -- odpowiedział jego przyjaciel -- to jest Żydowska dzielnica.
* Gilligan, Frizzoli i Liebermann opowiadali, jak to byli brani przez
pomyłkę za znanych ludzi. Irlandczyk powiedział:
-- Szedłem sobie po ulicy i jakiś facio krzyknął: -- Cześć, Święty Patryku!
Włoch powiedział:
-- To nic takiego, stałem sobie na rogu, jakiś człowiek minął mnie i powiedział:
-- Cześć, Mussolini.
-- To nic takiego -- powiedział Żyd. Kiedy spacerowałem dzisiaj rano po
parku, policjant wydarł się na mnie:
-- Jezu Chryste, złaź z tej trawy!
* Cantor, Klein, Levy i Sturlowitz umówili się na lunch. Kiedy już zamówili,
Cantor powiedział:
-- Oj, oj, oj!
-- Aj, aj, aj! -- odpowiedział Klein.
-- Jaj, jaj, jaj! -- dodał Levy.
-- Słuchajcie -- powiedział Sturlowitz -- jeśli macie zamiar mówić o interesach,
to ja nie mam zamiaru tu zostawać!
* Arlene, wysokiej klasy prostytutka, nie chciała się przespać z Mendelbaumem,
ponieważ nienawidziła Żydów. Wreszcie skłonił ją, aby zgodziła się na niego
za $200 za noc.
-- Dobrze -- odparła -- ale tylko, jeśli będziemy się kochać w ciszy i
zupełnej ciemności tak, abym nie musiała oglądać twojego cholernego haczykowatego
nosa. On to zaakceptował i tej nocy zadziwił ją tym, że kochał ją piętnaście
razy pod rząd, przerywając tylko po to, aby iść do łazienki między każdymi
dwoma razami.
-- Mój Boże, Mendelbaum. -- powiedziała w końcu -- Nigdy nie przypuszczałam,
że masz w sobie tyle wigoru!
-- Ja nie być Mendelbaum, psze pani. -- powiedział głos czarnego człowieka
-- Mendelbaum jest na dole i sprzedaje bilety.
* Fogel i Rifkin, dwaj przedsiębiorcy odzieżowi byli na krawędzi bankructwa.
Znalazła się jednak firma -- filia West Coast, która chciała kupić cały
ich towar za cenę, która mogła uczynić ich znowu wypłacalnymi.
-- Ta transakcja musi być zatwierdzona przez macierzystą firmę -- powiedział
kupiec. Jutro wyjeżdżam. Jeśli nie dostaniecie ode mnie informacji do piątku
do zamknięcia biura, to możecie być pewni, że wszystko jest w porządku.
Tydzień wlókł się niemiłosiernie. Wreszcie nadszedł piątek. Fogel i Rifkin
wiercili się przy swoich biurkach, nie mogąc skupić się na pracy. Jeśli
ten interes nie doszedłby do skutku, to byłoby po nich. Nadeszła godzina
druga, trzecia, wreszcie czwarta i już byli bliscy szczęścia. Było wpół
do piątej, kiedy posłaniec wpadł do biura.
-- Telegram! -- powiedział. Wspólnicy zamarli z przestrachu. Wreszcie Fogel
otworzył telegram i przeczytał go szybko.
-- Rifkin -- wrzasnął -- dobre wieści! Twój brat umarł!
DERSU-UZAŁA